"Zawstydziła niejednego"
Zaczynała jak Rocky Balboa. Siłę ćwiczyła na wieprzowych półtuszach. Po roku przerwy wróciła do sportu.

Przez ostatnie dwanaście miesięcy wiele się w jej życiu zmieniło. Wyszła za mąż, zmieniła pracę, zamieszkała na stałe w Lublinie. Jedno pozostało niezmienne. Beata Stelmaszczuk (panieńskie nazwisko Kutnik) – wszystkich kładzie na rękę
Zwycięską serię 24-letnia lublinianka, reprezentująca Klub Sportowy Paco, podtrzymała także przed kilkoma dniami w prestiżowej Polskiej Lidze Armwrestlingu, jak fachowo z języka angielskiego nazywa się siłowanie na ręce (arm – ręka, wrestling – zapasy).
Żelazna siła
Pochodzi z Janówka, oddalonego od Lublina o 25 kilometrów. Choć na pierwszy rzut oka tego nie widać, ma krzepę atlety. Kiedyś, podczas zawodów, złamała jednej z rywalek rękę!
– To był przypadek. Koleżance ręką zsunęła się ze stołu. Nie chciałam zrobić nikomu krzywdy. Złamania się zdarzają w armwrestlingu, ale bardzo rzadko. Po tym incydencie miałam przez pewien czas sporą blokadę psychiczną – wspomina z niechęcią wydarzenie sprzed czterech lat.
Beata zaczęła siłować się na rękę, gdy była jeszcze małą dziewczynką.
– Na podwórku zdarzało mi się mocować, kto silniejszy. Przeważnie z kolegami. Przyznam, że od zawsze lubiłam męskie zajęcia. Koleżanki bawiły się lalkami, ja miałam zestaw majsterkowicza z młotkiem i piłą. Od chłopaków pożyczałam też samochody – mówi.
Pierwszą poważną walkę na rękę stoczyła przed niespełna pięcioma laty podczas dyskoteki w Janówku. W trakcie rozmowy, w kręgu znajomych, padło pytanie: „Kto jest silniejszy?” Najłatwiej można było to sprawdzić, siłując się na rękę.
– Nie wierzyłam, że uda mi się „położyć” chłopaka. Nie przypominam sobie nawet, jak miał na imię. Pamiętam jednak, że był bardzo pewny zwycięstwa. Zapamiętałam też jego nietęgą minę po porażce. Nie mógł uwierzyć, że przegrał z dziewczyną. Zresztą wszyscy byli pod wrażeniem mojej wygranej, ja sama też – wspomina Beata Stelmaszczuk.
Kolega z dyskoteki nie był jedynym, który przegrał z nią w walce na rękę, później „poległo” jeszcze wielu panów.
– Nie rozumieją, że w tej zabawie siła nie zawsze jest najważniejsza. Nie wiedzą, jak walczyć. Dlatego łatwo z nimi wygrywam. Przede wszystkim nie można przespać startu. To od niego w głównej mierze zależy wynik rywalizacji – zdradza tajniki siłowania lubelska mistrzyni.
Mistrzowski debiut
Po szkole rozpoczęła pracę w masarni w dziale uboju. Potrafiła poradzić sobie nawet z uniesieniem 130-kilogramowej półtuszy.
– Świnię zabiłam tylko raz. Później trzęsły mi się ręce, nie mogłam spać po nocach. W końcu zrezygnowałam – przyznaje.
Znalazła zajęcie w jednej z lubelskich siłowni i każdą wolną chwilę poświęcała treningowi. Nie myślała wówczas jeszcze o tym, że będzie walczyć na rękę przy specjalnie skonstruowanym stole, że kiedyś zostanie mistrzynią Polski w armwrestlingu, że zajmie miejsce tuż za podium w mistrzostwach Europy i zostanie szóstą zawodniczką mistrzostw świata.
– Gdyby nie Sylwek, mój kolega, nie trafiłabym chyba do armwrestlingu. Zaprosił mnie do klubu „5. Element” na I Mistrzostwa Polski Południowo-Wschodniej w siłowaniu na ręce. Tak z ciekawości – opowiada lublinianka.
Pani Beata nie tylko przyglądała się zmaganiom, ale zachęcona przez prowadzącego zawody, postanowiła spróbować swoich sił. Do rywalizacji stanęły cztery dziewczyny. Wygrała wszystkie walki. Za zwycięstwo dostała medal, okazały puchar, dyplom i zestaw kosmetyków.
Później przyszły następne wygrane w mistrzostwach Polski Południowo-Wschodniej, a także w Pucharze Klubu Sportowego Paco, którego do dzisiaj jest reprezentantką.
Niezmiennie w czołówce
W końcu w Choszcznie po raz pierwszy sięgnęła po mistrzostwo kraju i to w najbardziej prestiżowej rywalizacji – na prawą rękę w kategorii +65 kg. – Byłam trochę zaskoczona, bo to przecież mój debiut na mistrzostwach kraju. Nie było łatwo, ale wygrałam. Szkoda, że nie udało się wywalczyć także złota na lewą rękę. Niestety, przegrałam walkę o pierwsze miejsce z Martą Bławat. To była moja jedyna dotychczas przegrana walka w Polsce – mówi.
W międzynarodowych zawodach po raz pierwszy wystartowała w czerwcu 2005 roku, w Sofii. Ze stolicy Bułgarii medalu nie przywiozła, ale była blisko.
– Na lewą rękę byłam czwarta, na prawą szósta jak na debiut myślę, że zupełnie przyzwoicie – wyznaje.
Podobnie było podczas mistrzostw świata w Japonii.
– Walkę o brąz przegrałam z jedną z Rosjanek. One są zdecydowanie najlepsze na świecie – dodaje lublinianka.
Potem, na blisko dwanaście miesięcy, Beata Stelmaszczuk wzięła rozbrat ze sportem.
Powrót
Wróciła do treningów przed miesiącem, przed kilkoma dniami wystartowała w pierwszych po przerwie zawodach i nie miała sobie równych. W „Professional FITMAX League 2007” wygrała wszystkie pojedynki na prawą i lewą rękę. Nie zagroziły jej nawet faworytki: najsilniejsza Polka na rękę prawą roku 2006 – Katarzyna Banach z Koszalina oraz najsilniejsza Polka na rękę lewą – Małgorzata Ostrowska z Strzegomia.
– Pokonałam wszystkie rywalki, ale zajęłam ostatecznie dopiero trzecie miejsce dlatego, że byłam nieco cięższa od koleżanek, a za każdy gram nadwagi w tych zawodach odejmuje się punkty karne. W kolejnych dwóch rundach, które odbędą się 17 lutego i 3 marca, już na pewno zbiję wagę do 60 kilogramów i powalczę o końcowy sukces – zapewnia Beata Stelmaszczuk.

Nowy Tydzień w Lublinie , 5-11 lutego 2007 r.
.

Zaloguj się, by móc komentować

Nasz Sklep on-line



 









Partnerzy





Zadanie w zakresie szkolenia sportowego realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

 























 















OFERTA WYNAJMU

Gościmy

Odwiedza nas 633 gości oraz 0 użytkowników.

Dawne Kino

Paco Zana 72

Spot PACO

Spot sklepu PACO

Kluby Sportowe PACO