Z JANÓWKA KOŁO ŚWIDNIKA
Beata Kutnik-Stelmaszczuk wygląda jak z reklamy fitness. Kobiece wdzięki wyprofilowane. Do tego szeroki uśmiech, blond koński ogon, spodnie panterki, na szyi łańcuszek ze srebrnym delfinem.

Jej ulubiony. Witamy się. Krótko i po męsku. Znać siłę po uścisku. Beata, lat 24, jest mistrzynią Polski w siłowaniu na rękę. Przed kilku dniami wróciła z dwoma kolejnymi medalami.

Kotka Czu-Czu, bidula zabrana przez Beatę niemal z ulicy, jest zazdrosna o panią. Wciąż domaga się uwagi. Kubki z herbatą są zagrożone. Przed Czu-Czu były inne znajdy: zając wychowany przez małą Beatę na butelce i wiewiórka. To dowód wrażliwości. A skąd wziął się w jej życiu sport?
– Nigdy nie byłam agresywna, ale raz użyłam siły. Na dyskotece dwie moje koleżanki pobiły się o chłopaka. Musiałam je rozdzielić – mówi Beata – bo nie lubię, jak ktoś się leje. A jeszcze do tego dziewczyny. Kiedy atmosfera się uspokoiła, chłopaki zaczęli siłować się na rękę. Dla żartu. No to mówię: ja też chcę spróbować. Widział to jeden z ochroniarzy. To on powiedział mi o sekcji sportowej i mistrzostwach Polski południowo-wschodniej w armwrestlingu, które miały odbyć się wkrótce w Lublinie.
Wzięła w nich udział bez żadnego przygotowania i była najlepsza w kategorii seniorskiej. Wygrała z czterema przeciwniczkami.
– Mam bardzo dużo siły, ale siłowanie się to nie tylko siła, bardzo ważna jest technika – wyjaśnia mistrzyni. – Teraz kładę na nią największy nacisk.
Pomoc znalazła pod skrzydłami klubu sportowego Paco i jego prezesa Andrzeja Stachury, który przygarnął wiele talentów. Beata przyznaje, że bez tej pomocy nie stać by ją było na siłownię, saunę, odżywki.
– Uwierzyłem w jej możliwości. Już na pierwszych zawodach kładła wszystkie dziewczyny – wspomina Andrzej Stachura. – Duży potencjał drzemie w tej kobiecie.
W rodzinnym Janówku koło Świdnika dziadkowie Beaty zbierają wycinki z gazet, opisujące sportowe dokonania wnuczki. Z dumą pokazują sąsiadom.
Józef Kutnik, ojciec Beaty, mówi, że jego córka nie bawiła się lalkami, jak inne dziewczynki w jej wieku, ale reperowała z nim auto. Podawała śrubokręt i obcęgi. Zostało jej to do dziś. Sama potrafi uporać się z odmawiającą czasem posłuszeństwa hondą, którą kupili razem z mężem.
Z Norbertem poznali się w pracy w firmie ochroniarskiej. Często spotykali się na jednej zmianie. Fajnie im się rozmawiało. Ale to Beata go poderwała. Pobrali się w listopadzie ubiegłego roku.
[NA TRENINGU Andrzej Stachura, prezes klubu Paco, pomaga Beacie i wielu innym sportowym talentom. Fot. EC] Młoda małżonka streszcza swój stosunek do mody: – Żadne miniówy, żadne szpileczki. Spodnie, najlepiej dżinsy, do tego adidasy albo glany. Zaczęłam się malować dopiero wtedy, kiedy miałam osiemnaście lat. Trzymałam się raczej męskiego grona. Koledzy traktowali mnie jak kumpelkę.
Ozdób nosi niewiele. Paznokcie za to pomalowane we wzorki. Czasem, przyznaje, nosi akrylowe szpony. Ale na zawodach szpony wykluczone, paznokcie mają być krótkie. Zaraz sędzia kazałby obcinać. Po walce z jedną Rosjanką pozostał jednak na dłoni Beaty ślad. Rosjanki i Ukrainki uważa za groźne przeciwniczki. W tej dyscyplinie są najlepsze na świecie.
Siłowanie na rękę (armwrestling) zawitało do Polski przed siedmiu laty i z roku na rok staje się coraz bardziej popularną dyscypliną. Przybywa też kobiet zawodniczek.
– Czy dyscyplina sportu, która wymaga siłowej akcji, musi być zarezerwowana tylko dla mężczyzn? Siłowanie na rękę nie jest kobiece? – powtarza moje pytania. – Uważam, że nie. Sport to walka. Wszystko jedno, w jakiej dyscyplinie. Podchodzę na zawodach do stołu, po drugiej stronie stoi moja przeciwniczka. Mobilizuję się, bo mam walczyć. Skacze adrenalina. Po walce bolą łokcie, nadgarstki. Wszystko boli. Ale to wspaniałe uczucie. Coś pięknego, jeśli jeszcze się wygra. Można wyładować całą agresję, jaką każdy z nas ma w sobie. Polecam tę dyscyplinę wszystkim łobuziarom. Sama nie wiedziałam, że tak polubię ten sport. Przez rok miałam przerwę w treningach z powodów rodzinnych i bardzo wtedy tęskniłam.
– Beata potrafi ciężko pracować, więc nadrobiła stracony czas – ocenia Andrzej Stachura.
Mateusz Piórecki o imponującej posturze mistera kulturystyki, instruktor z klubu Paco, wiernie kibicuje Beacie. Czasem musi przykręcić przysłowiową śrubę.
– Jak to ci się nie chce?! Beata, nie ściemniaj! – po przyjacielsku mobilizuje koleżankę. Ale na rękę z nią się nie próbuje. Bo a nuż nie miałby szans.
– O, to właśnie się nazywa przyłożenie do poduszki – precyzuje mistrzyni, prezentując na stole do walki położenie przegranego. Ja w roli przeciwniczki nawet nie próbuję się postawić.
Norbertowi żona bardzo imponuje. Przystojny 29-latek trzyma za nią kciuki w czasie zawodów.
– Chyba to ja jednak rządzę w domu – przyznaje Beata i zaraz dodaje z kobiecą mądrością : – Norbert daje mi poczucie bezpieczeństwa. Tego mi trzeba. Jak każdej kobiecie.

Ewa Czerwińska
Kurier Lubelski.

Zaloguj się, by móc komentować

Nasz Sklep on-line



 









Partnerzy





Zadanie w zakresie szkolenia sportowego realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

 























 















OFERTA WYNAJMU

Gościmy

Odwiedza nas 656 gości oraz 0 użytkowników.

Dawne Kino

Paco Zana 72

Spot PACO

Spot sklepu PACO

Kluby Sportowe PACO